Są książki, które zabierają nas do świata pełnego magii. A są takie, które przypominają, że największa magia od zawsze tkwiła w opowieściach. „Wiedźma i mniszka” to właśnie jedna z nich.
Już od pierwszych stron poczułam, że nie będzie to historia oparta wyłącznie na wartkiej akcji czy spektakularnych wydarzeniach. To opowieść, która rozwija się swoim rytmem – spokojnym, momentami niemal hipnotyzującym. Takim, który pozwala zanurzyć się w świecie dawnych wierzeń, słowiańskich legend i ludzi próbujących odnaleźć swoje miejsce pomiędzy tym, co znane, a tym, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić.
I chyba właśnie za ten klimat pokochałam tę książkę najbardziej.
Monika Mackiewicz tworzy świat, który wydaje się niezwykle autentyczny. Czuć, że każda legenda, każdy obrzęd i każdy element codzienności mają swoje korzenie w historii i kulturze. Nie jest to słowiańskość potraktowana jako modny dodatek. Ona stanowi fundament całej opowieści.
Czytając, miałam wrażenie, że siedzę przy ognisku i słucham starej baśni przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Takiej, w której granica między rzeczywistością a magią zaciera się z każdą kolejną stroną. Bardzo spodobały mi się również bohaterki.
Choć pochodzą z dwóch różnych światów i niosą ze sobą odmienne doświadczenia, trudno zamknąć je w prostych schematach. Są odważne, ale nie nieomylne. Silne, ale niepozbawione wątpliwości. To właśnie ich wewnętrzne rozterki sprawiają, że ta historia nabiera głębi.
Nie jest to książka o walce dobra ze złem. To opowieść o wyborach. O wierze. O lojalności. O tym, jak trudno czasem pogodzić własne przekonania z oczekiwaniami świata. I o tym, że prawda bardzo rzadko jest czarno-biała.
Ogromnym atutem tej powieści jest język. Jest piękny, obrazowy i niezwykle klimatyczny. Niektóre opisy aż prosiły się o to, żeby przeczytać je drugi raz. Dawno nie miałam w rękach książki, która tak mocno działałaby na wyobraźnię.
Nie oznacza to jednak, że jest to lektura dla każdego.
Jeśli szukacie dynamicznej fantastyki z nieustanną akcją, możecie poczuć, że tempo jest zbyt spokojne. Ale jeśli lubicie historie, które pozwalają zanurzyć się w świecie, budują atmosferę i zostawiają przestrzeń na refleksję, „Wiedźma i mniszka” może Was naprawdę zachwycić.
Bardzo doceniam również to, że autorka nie traktuje słowiańskich wierzeń jedynie jako tła. Są one integralną częścią opowieści i wpływają na decyzje bohaterów, ich sposób myślenia oraz postrzeganie świata. Dzięki temu całość zyskuje autentyczność, której często brakuje we współczesnej fantastyce.
To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną.
Jeszcze długo wracałam myślami do bohaterek, do ich decyzji i do pytań, które stawia przed czytelnikiem autorka. Bo pod warstwą magii i dawnych wierzeń kryje się historia o człowieku – jego lękach, odwadze i poszukiwaniu własnej drogi.
Po zamknięciu książki pomyślałam tylko jedno...
Dlaczego w polskiej fantastyce tak rzadko sięgamy po własne legendy i wierzenia? Bo kiedy trafiają w ręce autorki, która potrafi opowiadać z taką wrażliwością i wyczuciem, powstają historie, od których naprawdę trudno się oderwać.
A Wy? Sięgacie po powieści inspirowane słowiańskimi wierzeniami, czy dopiero odkrywacie ten gatunek? Jestem bardzo ciekawa, jakie tytuły zrobiły na Was największe wrażenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz