Są książki, które czyta się szybko. Są takie, które pochłania się jednym tchem. A są też takie, które co kilka stron zmuszają do zamknięcia okładki. Nie dlatego, że są trudne. Wręcz przeciwnie – dlatego, że każą się zatrzymać i pomyśleć. „Drogowskazy Odysei” należą właśnie do tej ostatniej kategorii.
To nie jest książka, która daje gotowe odpowiedzi. Nie znajdziecie tutaj prostych recept na szczęście ani listy dziesięciu kroków do lepszego życia. Zamiast tego autor zaprasza czytelnika do podróży – nie tyle przez kolejne rozdziały, ile przez własne doświadczenia, przekonania i sposób patrzenia na świat.
Już sam tytuł wiele mówi o charakterze tej książki. Odyseja od wieków symbolizuje drogę pełną prób, zmian i odkrywania siebie. Dr Sam Akbar wykorzystuje ten motyw, by opowiedzieć o współczesnym człowieku – jego wyborach, wartościach, kryzysach i poszukiwaniu sensu.
Najbardziej urzekło mnie to, że autor nie stawia się w roli nieomylnego nauczyciela. Nie moralizuje. Nie narzuca jedynej słusznej drogi. Raczej zadaje pytania, które zostają z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki. I właśnie za to ją polubiłam.
To jedna z tych lektur, które czyta się inaczej niż powieść. Nie ma potrzeby pędzić do ostatniej strony. Wręcz przeciwnie – warto robić przerwy, wracać do zaznaczonych fragmentów i pozwolić, by niektóre myśli wybrzmiały.
Bardzo spodobał mi się również sposób, w jaki autor łączy refleksję z praktycznym spojrzeniem na codzienność. Nie odrywa czytelnika od rzeczywistości, ale zachęca, by spojrzeć na nią z nowej perspektywy. To książka o rozwoju, ale bez motywacyjnych sloganów. O zmianie, ale bez obietnic natychmiastowych efektów.
Czytałam ją powoli. Nie dlatego, że była trudna. Dlatego, że chciałam dać sobie czas na przemyślenie wielu poruszanych tematów. Niektóre fragmenty trafiały do mnie bardziej, inne mniej – i myślę, że właśnie na tym polega siła tej książki. Każdy czytelnik wyniesie z niej coś innego, bo każdy jest na innym etapie swojej własnej drogi.
To nie jest książka, którą po przeczytaniu odkłada się na półkę i zapomina.
To jedna z tych, do których chce się wrócić po kilku miesiącach albo po kilku latach, żeby sprawdzić, czy te same słowa znaczą dziś coś zupełnie innego.
Poleciłabym tę książkę każdemu? Nie. Poleciłabym ją osobom, które lubią czytać nie tylko dla historii, ale również po to, by lepiej zrozumieć siebie. To lektura dla tych, którzy nie boją się zadawać pytań i wiedzą, że najciekawsze odpowiedzi często przychodzą dopiero po czasie.
A Wy?
Macie książki, które bardziej się przeżywa, niż po prostu czyta? Takie, do których wracacie nie dla fabuły, ale dla jednego zdania, które w odpowiednim momencie potrafi zmienić sposób myślenia?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz