niedziela, 26 lipca 2026

"Wyzwanie. Czerwona Królowa" Juan Gómez-Jurado

 


Dzięki nam masz szansę zostać kimś wyjątkowym. Zapomnij o przeżywaniu dwóch identycznych dni czy zastanawianiu się, co wydarzy się jutro.
Dołącz do czegoś wielkiego.

Przyznaję bez bicia... Sięgając po tę książkę, byłam przekonana, że rozwiążę większość zagadek. Przecież tyle thrillerów już przeczytałam. Tyle razy próbowałam wyprzedzić autora. Tyle razy udało mi się połączyć fakty przed bohaterami.

A potem otworzyłam „Wyzwanie. Czerwona Królowa. Zagadki dla wyjątkowych umysłów”.

I bardzo szybko okazało się, że ta książka potrafi sprowadzić czytelnika na ziemię. 

To nie jest zwykły zbiór łamigłówek. To zaproszenie do świata Antonii Scott – świata, w którym liczy się nie tylko wiedza, ale przede wszystkim uważność, logiczne myślenie, umiejętność dostrzegania szczegółów i... cierpliwość. I właśnie to spodobało mi się najbardziej.

Nie miałam poczucia, że rozwiązuję przypadkowe zagadki wrzucone do jednego tomu. Czułam, jakbym naprawdę uczestniczyła w treningu przygotowującym do pracy z Czerwoną Królową. Każde kolejne zadanie wymagało zmiany sposobu myślenia. Raz trzeba było zaufać logice. Innym razem intuicji. Czasem wystarczyło spojrzeć na problem z zupełnie innej perspektywy.

Brzmi prosto? Uwierzcie... tylko brzmi. Największą zaletą tej książki jest różnorodność.

Nie ma tutaj miejsca na monotonię. Jedne zagadki rozwiązujecie w kilkanaście sekund. Nad innymi można spędzić naprawdę sporo czasu. I właśnie wtedy zaczyna się najlepsza zabawa. Bo to nie jest książka, którą trzeba przeczytać od deski do deski. Można po nią sięgnąć na kwadrans przy porannej kawie. Można zabrać ją w podróż. Można rozwiązywać zagadki wspólnie z rodziną albo znajomymi i przekonać się, kto naprawdę ma detektywistyczny umysł. Albo... przekonać się, jak często własny mózg próbuje nas oszukać.

Bardzo podobało mi się to, że autor nie stawia wyłącznie na matematykę czy skomplikowane łamigłówki. Znajdziecie tu zadania wymagające obserwacji, dedukcji, analizy i kreatywnego myślenia. Dzięki temu książka ani przez chwilę nie staje się przewidywalna. Muszę jednak uczciwie przyznać, że kilka zagadek naprawdę wystawiło moją cierpliwość na próbę. Były momenty, kiedy byłam przekonana, że rozwiązanie mam tuż przed oczami. Nie miałam. I właśnie za to polubiłam tę książkę jeszcze bardziej.

Bo przypomina, że pierwsza odpowiedź wcale nie musi być właściwa. Czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę, odrzucić najbardziej oczywisty trop i spojrzeć na problem jeszcze raz.

To świetna lekcja – nie tylko podczas rozwiązywania zagadek, ale również w codziennym życiu.

Jeżeli znacie serię „Czerwona Królowa”, znajdziecie tutaj mnóstwo smaczków, które sprawiają, że zabawa jest jeszcze przyjemniejsza. Jeśli natomiast dopiero poznajecie twórczość Juana Gómeza-Jurado, ta książka również może sprawić Wam sporo frajdy, choć zdecydowanie więcej radości będą mieli fani całego cyklu.

Czy poleciłabym tę książkę każdemu? Nie. Poleciłabym ją tym, którzy lubią, kiedy książka nie jest tylko bierną rozrywką. Tym, którzy czerpią przyjemność z analizowania, kombinowania i szukania odpowiedzi tam, gdzie na pierwszy rzut oka ich nie widać. To jedna z tych pozycji, które przypominają, że czytanie może być czymś więcej niż śledzeniem fabuły. Może być wyzwaniem. I przyznam, że bardzo lubię, kiedy książki właśnie takie wyzwania przede mną stawiają.

A Wy? Lubicie łamigłówki i zagadki logiczne, czy podczas lektury wolicie po prostu dać się porwać historii? A może zdarzyło Wam się kiedyś rozwiązać zagadkę przed wszystkimi? 

środa, 22 lipca 2026

"Wiedźma i mniszka" Monika Mackiewicz


 Wczesnośrednowieczna Polska. Stare słowiańskie wierzenia ustępują miejsca nowej chrześcijańskiej rzeczywistości, lecz dawne moce nie zamierzają odejść bez walki. Granica między światem ludzi a światem bogów staje się coraz bardziej krucha.

Są książki, które zabierają nas do świata pełnego magii. A są takie, które przypominają, że największa magia od zawsze tkwiła w opowieściach. „Wiedźma i mniszka” to właśnie jedna z nich.

Już od pierwszych stron poczułam, że nie będzie to historia oparta wyłącznie na wartkiej akcji czy spektakularnych wydarzeniach. To opowieść, która rozwija się swoim rytmem – spokojnym, momentami niemal hipnotyzującym. Takim, który pozwala zanurzyć się w świecie dawnych wierzeń, słowiańskich legend i ludzi próbujących odnaleźć swoje miejsce pomiędzy tym, co znane, a tym, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić.

I chyba właśnie za ten klimat pokochałam tę książkę najbardziej.

Monika Mackiewicz tworzy świat, który wydaje się niezwykle autentyczny. Czuć, że każda legenda, każdy obrzęd i każdy element codzienności mają swoje korzenie w historii i kulturze. Nie jest to słowiańskość potraktowana jako modny dodatek. Ona stanowi fundament całej opowieści.

Czytając, miałam wrażenie, że siedzę przy ognisku i słucham starej baśni przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Takiej, w której granica między rzeczywistością a magią zaciera się z każdą kolejną stroną. Bardzo spodobały mi się również bohaterki.

Choć pochodzą z dwóch różnych światów i niosą ze sobą odmienne doświadczenia, trudno zamknąć je w prostych schematach. Są odważne, ale nie nieomylne. Silne, ale niepozbawione wątpliwości. To właśnie ich wewnętrzne rozterki sprawiają, że ta historia nabiera głębi.

Nie jest to książka o walce dobra ze złem. To opowieść o wyborach. O wierze. O lojalności. O tym, jak trudno czasem pogodzić własne przekonania z oczekiwaniami świata. I o tym, że prawda bardzo rzadko jest czarno-biała.

Ogromnym atutem tej powieści jest język. Jest piękny, obrazowy i niezwykle klimatyczny. Niektóre opisy aż prosiły się o to, żeby przeczytać je drugi raz. Dawno nie miałam w rękach książki, która tak mocno działałaby na wyobraźnię.

Nie oznacza to jednak, że jest to lektura dla każdego.

Jeśli szukacie dynamicznej fantastyki z nieustanną akcją, możecie poczuć, że tempo jest zbyt spokojne. Ale jeśli lubicie historie, które pozwalają zanurzyć się w świecie, budują atmosferę i zostawiają przestrzeń na refleksję, „Wiedźma i mniszka” może Was naprawdę zachwycić.

Bardzo doceniam również to, że autorka nie traktuje słowiańskich wierzeń jedynie jako tła. Są one integralną częścią opowieści i wpływają na decyzje bohaterów, ich sposób myślenia oraz postrzeganie świata. Dzięki temu całość zyskuje autentyczność, której często brakuje we współczesnej fantastyce.

To jedna z tych książek, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną.

Jeszcze długo wracałam myślami do bohaterek, do ich decyzji i do pytań, które stawia przed czytelnikiem autorka. Bo pod warstwą magii i dawnych wierzeń kryje się historia o człowieku – jego lękach, odwadze i poszukiwaniu własnej drogi.

Po zamknięciu książki pomyślałam tylko jedno...

Dlaczego w polskiej fantastyce tak rzadko sięgamy po własne legendy i wierzenia? Bo kiedy trafiają w ręce autorki, która potrafi opowiadać z taką wrażliwością i wyczuciem, powstają historie, od których naprawdę trudno się oderwać.

A Wy? Sięgacie po powieści inspirowane słowiańskimi wierzeniami, czy dopiero odkrywacie ten gatunek? Jestem bardzo ciekawa, jakie tytuły zrobiły na Was największe wrażenie. 

poniedziałek, 13 lipca 2026

"Drogowskazy Odysei" Sam Akbar


Siedem najważniejszych lekcji z Odysei, ponadczasowej opowieści o byciu silnym w obliczu przeciwności losu i nieustannym dążeniu do celu.

Są książki, które czyta się szybko. Są takie, które pochłania się jednym tchem. A są też takie, które co kilka stron zmuszają do zamknięcia okładki. Nie dlatego, że są trudne. Wręcz przeciwnie – dlatego, że każą się zatrzymać i pomyśleć. „Drogowskazy Odysei” należą właśnie do tej ostatniej kategorii.

To nie jest książka, która daje gotowe odpowiedzi. Nie znajdziecie tutaj prostych recept na szczęście ani listy dziesięciu kroków do lepszego życia. Zamiast tego autor zaprasza czytelnika do podróży – nie tyle przez kolejne rozdziały, ile przez własne doświadczenia, przekonania i sposób patrzenia na świat.

Już sam tytuł wiele mówi o charakterze tej książki. Odyseja od wieków symbolizuje drogę pełną prób, zmian i odkrywania siebie. Dr Sam Akbar wykorzystuje ten motyw, by opowiedzieć o współczesnym człowieku – jego wyborach, wartościach, kryzysach i poszukiwaniu sensu.

Najbardziej urzekło mnie to, że autor nie stawia się w roli nieomylnego nauczyciela. Nie moralizuje. Nie narzuca jedynej słusznej drogi. Raczej zadaje pytania, które zostają z czytelnikiem na długo po odłożeniu książki. I właśnie za to ją polubiłam.

To jedna z tych lektur, które czyta się inaczej niż powieść. Nie ma potrzeby pędzić do ostatniej strony. Wręcz przeciwnie – warto robić przerwy, wracać do zaznaczonych fragmentów i pozwolić, by niektóre myśli wybrzmiały.

Bardzo spodobał mi się również sposób, w jaki autor łączy refleksję z praktycznym spojrzeniem na codzienność. Nie odrywa czytelnika od rzeczywistości, ale zachęca, by spojrzeć na nią z nowej perspektywy. To książka o rozwoju, ale bez motywacyjnych sloganów. O zmianie, ale bez obietnic natychmiastowych efektów.

Czytałam ją powoli. Nie dlatego, że była trudna. Dlatego, że chciałam dać sobie czas na przemyślenie wielu poruszanych tematów. Niektóre fragmenty trafiały do mnie bardziej, inne mniej – i myślę, że właśnie na tym polega siła tej książki. Każdy czytelnik wyniesie z niej coś innego, bo każdy jest na innym etapie swojej własnej drogi.

To nie jest książka, którą po przeczytaniu odkłada się na półkę i zapomina.

To jedna z tych, do których chce się wrócić po kilku miesiącach albo po kilku latach, żeby sprawdzić, czy te same słowa znaczą dziś coś zupełnie innego.

Poleciłabym tę książkę każdemu? Nie. Poleciłabym ją osobom, które lubią czytać nie tylko dla historii, ale również po to, by lepiej zrozumieć siebie. To lektura dla tych, którzy nie boją się zadawać pytań i wiedzą, że najciekawsze odpowiedzi często przychodzą dopiero po czasie.

A Wy?

Macie książki, które bardziej się przeżywa, niż po prostu czyta? Takie, do których wracacie nie dla fabuły, ale dla jednego zdania, które w odpowiednim momencie potrafi zmienić sposób myślenia? 

niedziela, 5 lipca 2026

"Przemiana" Tom 4. Deborah Harkness


 Na polach bitew rewolucji amerykańskiej Matthew de Clermont poznaje Marcusa MacNeila, młodego chirurga z Massachusetts w chwili politycznego przebudzenia, kiedy wydaje się, że świat czeka lepsza przyszłość. Kiedy Matthew daje mu szansę nieśmiertelności i nowe życie wolne od pęt purytańskiego wychowania, Marcus wykorzystuje okazję, żeby stać się wampirem. Ale ta transformacja nie jest łatwa, a odwieczne tradycje i obowiążki rodu de Clermont zderzają się z głęboką wiarą Marcusa w wolność, równość i braterstwo.

Są autorzy, którzy potrafią stworzyć ciekawą historię. Są tacy, którzy potrafią stworzyć fascynujący świat. A Deborah Harkness robi coś jeszcze – sprawia, że ma się ochotę w tym świecie po prostu zamieszkać.

Dlatego za każdym razem, gdy wracam do jej książek, mam wrażenie, jakbym odwiedzała starych znajomych. Nie dlatego, że wszystko jest przewidywalne. Wręcz przeciwnie. Po prostu wiem, że czeka mnie opowieść, która nie będzie gonić od jednej sceny akcji do drugiej. Będzie miała czas. Na rozmowy. Na emocje. Na odkrywanie tego, co niewidoczne na pierwszy rzut oka.

I właśnie taka jest „Przemiana”.

To książka, która nie próbuje za wszelką cenę zachwycić fajerwerkami. Zamiast tego buduje atmosferę – powoli, cierpliwie i z ogromną dbałością o szczegóły.

Uwielbiam to, jak Harkness splata codzienność z magią. W jej świecie nadprzyrodzoność nie wydaje się czymś oderwanym od rzeczywistości. Jest jej naturalnym przedłużeniem. Magia współistnieje z historią, nauką, kulturą i rodzinnymi więzami. Dzięki temu wszystko wydaje się bardziej autentyczne.

Największą siłą tej książki pozostają jednak bohaterowie.

To nie są postacie, które stoją w miejscu. Każda rozmowa, każda decyzja i każde spotkanie coś w nich zmienia. Ich rozwój nie jest gwałtowny ani wymuszony. Jest spokojny, momentami wręcz subtelny, ale właśnie dlatego tak wiarygodny.

Bardzo podoba mi się również to, że autorka nie tworzy świata podzielonego na dobro i zło. Tutaj niemal każdy nosi w sobie własne lęki, własne błędy i własną historię. Dzięki temu trudno kogokolwiek jednoznacznie ocenić. A ja właśnie takie książki lubię najbardziej – takie, które zostawiają miejsce na refleksję.

Czy tempo jest wolniejsze? Tak. I wiem, że dla części czytelników będzie to największa wada tej książki. Dla mnie okazało się jej ogromnym atutem.

W czasach, gdy wiele historii opiera się na nieustannych zwrotach akcji, dobrze było przeczytać powieść, która pozwala zatrzymać się na chwilę. Zauważyć gest, spojrzenie, niedopowiedziane zdanie. To właśnie z takich drobiazgów Harkness buduje napięcie.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie również język. Jest elegancki, obrazowy i bardzo dojrzały. Nie epatuje patosem, ale potrafi stworzyć niezwykle gęsty klimat. Czytając, miałam wrażenie, że nie tylko obserwuję wydarzenia, ale naprawdę znajduję się obok bohaterów.

Nie jest to książka, którą pochłania się w jeden wieczór. To książka, którą się smakuje. Taka, do której chce się wracać nie dlatego, że zapomniało się fabułę, ale dlatego, że tęskni się za atmosferą.

Czy jest to książka dla każdego? Nie. Jeżeli oczekujecie nieustannej akcji, walk i zwrotów wydarzeń co kilka stron, możecie poczuć niedosyt.

Ale jeśli lubicie historie, które rozwijają się niespiesznie, stawiają na relacje, budują świat z niezwykłą precyzją i zostawiają po sobie więcej pytań niż odpowiedzi, „Przemiana” ma szansę Was całkowicie oczarować.

To jedna z tych książek, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo kocham fantastykę. Nie za magię. Nie za niezwykłe stworzenia. Tylko za to, że potrafi opowiadać o najbardziej ludzkich emocjach w sposób, którego realizm często nie potrafi oddać.

I właśnie dlatego, po zamknięciu ostatniej strony, zamiast poczucia końca miałam tylko jedną myśl: Już tęsknię za tym światem.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia