Są autorzy, którzy potrafią stworzyć ciekawą historię. Są tacy, którzy potrafią stworzyć fascynujący świat. A Deborah Harkness robi coś jeszcze – sprawia, że ma się ochotę w tym świecie po prostu zamieszkać.
Dlatego za każdym razem, gdy wracam do jej książek, mam wrażenie, jakbym odwiedzała starych znajomych. Nie dlatego, że wszystko jest przewidywalne. Wręcz przeciwnie. Po prostu wiem, że czeka mnie opowieść, która nie będzie gonić od jednej sceny akcji do drugiej. Będzie miała czas. Na rozmowy. Na emocje. Na odkrywanie tego, co niewidoczne na pierwszy rzut oka.
I właśnie taka jest „Przemiana”.
To książka, która nie próbuje za wszelką cenę zachwycić fajerwerkami. Zamiast tego buduje atmosferę – powoli, cierpliwie i z ogromną dbałością o szczegóły.
Uwielbiam to, jak Harkness splata codzienność z magią. W jej świecie nadprzyrodzoność nie wydaje się czymś oderwanym od rzeczywistości. Jest jej naturalnym przedłużeniem. Magia współistnieje z historią, nauką, kulturą i rodzinnymi więzami. Dzięki temu wszystko wydaje się bardziej autentyczne.
Największą siłą tej książki pozostają jednak bohaterowie.
To nie są postacie, które stoją w miejscu. Każda rozmowa, każda decyzja i każde spotkanie coś w nich zmienia. Ich rozwój nie jest gwałtowny ani wymuszony. Jest spokojny, momentami wręcz subtelny, ale właśnie dlatego tak wiarygodny.
Bardzo podoba mi się również to, że autorka nie tworzy świata podzielonego na dobro i zło. Tutaj niemal każdy nosi w sobie własne lęki, własne błędy i własną historię. Dzięki temu trudno kogokolwiek jednoznacznie ocenić. A ja właśnie takie książki lubię najbardziej – takie, które zostawiają miejsce na refleksję.
Czy tempo jest wolniejsze? Tak. I wiem, że dla części czytelników będzie to największa wada tej książki. Dla mnie okazało się jej ogromnym atutem.
W czasach, gdy wiele historii opiera się na nieustannych zwrotach akcji, dobrze było przeczytać powieść, która pozwala zatrzymać się na chwilę. Zauważyć gest, spojrzenie, niedopowiedziane zdanie. To właśnie z takich drobiazgów Harkness buduje napięcie.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również język. Jest elegancki, obrazowy i bardzo dojrzały. Nie epatuje patosem, ale potrafi stworzyć niezwykle gęsty klimat. Czytając, miałam wrażenie, że nie tylko obserwuję wydarzenia, ale naprawdę znajduję się obok bohaterów.
Nie jest to książka, którą pochłania się w jeden wieczór. To książka, którą się smakuje. Taka, do której chce się wracać nie dlatego, że zapomniało się fabułę, ale dlatego, że tęskni się za atmosferą.
Czy jest to książka dla każdego? Nie. Jeżeli oczekujecie nieustannej akcji, walk i zwrotów wydarzeń co kilka stron, możecie poczuć niedosyt.
Ale jeśli lubicie historie, które rozwijają się niespiesznie, stawiają na relacje, budują świat z niezwykłą precyzją i zostawiają po sobie więcej pytań niż odpowiedzi, „Przemiana” ma szansę Was całkowicie oczarować.
To jedna z tych książek, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo kocham fantastykę. Nie za magię. Nie za niezwykłe stworzenia. Tylko za to, że potrafi opowiadać o najbardziej ludzkich emocjach w sposób, którego realizm często nie potrafi oddać.
I właśnie dlatego, po zamknięciu ostatniej strony, zamiast poczucia końca miałam tylko jedną myśl: Już tęsknię za tym światem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz