Ludzkość padła ofiarą ataku złowrogich antymemów- idei uderzających w pamięć, tożsamość i samą tkankę rzeczywistości. Antymemy są wszędzie wokół nas. Jeden z nich może być teraz tuż obok ciebie. Być może go widzisz, ale za sekundę nie będziesz o tym pamiętał.
A gdyby istniał wróg, którego nie można zobaczyć? Nie dlatego, że jest niewidzialny. Tylko dlatego, że nie jesteś w stanie go zapamiętać. Brzmi jak początek bardzo dobrego horroru? Bo właśnie tym dla mnie była „Wojna niepamięci” – książką, która nie tylko opowiada o czymś przerażającym, ale sprawia, że zaczynasz podejrzliwie patrzeć na własny umysł. I chyba właśnie to było w niej najbardziej niepokojące.
Ludzkość prowadzi wojnę z antymemetycznymi zagrożeniami. Problem polega na tym, że antymemy są czymś więcej niż zwykłym przeciwnikiem. Ich największą bronią jest to, że wymykają się pamięci, świadomości i możliwości przekazania informacji dalej.
Wiesz, że coś jest nie tak. Tylko... nie pamiętasz co. I już samo to założenie jest genialne. Bo jak walczyć z czymś, czego nie potrafisz opisać? Jak ostrzec innych, skoro za chwilę zapomnisz, przed czym właściwie ich ostrzegałaś? Jak zaufać własnym wspomnieniom, kiedy zaczynasz podejrzewać, że ktoś albo coś może je zmieniać?
I tutaj qntm robi coś naprawdę ciekawego. Nie daje czytelnikowi wygodnego miejsca, z którego można bezpiecznie obserwować wydarzenia. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że przez całą książkę autor delikatnie podsuwa pytanie:
„A skąd właściwie wiesz, że to, co pamiętasz, jest prawdą?”
I nagle zwykłe zapominanie zaczyna wydawać się czymś znacznie bardziej złowrogim. Bo przecież wszyscy zapominamy. Imię osoby, którą poznaliśmy wczoraj. Dlaczego weszliśmy do kuchni. Gdzie odłożyliśmy telefon. Czasem zapominamy ważne rozmowy, twarze, wydarzenia.
Ale co, jeśli istnieje coś, co chce, żebyś zapomniała?
I co, jeśli nawet nie będziesz wiedzieć, że o czymś zapomniałaś?
To właśnie ten rodzaj grozy, który działa na mnie zdecydowanie mocniej niż potwór wyskakujący zza drzwi. Bo potwora można zobaczyć. Można przed nim uciec. Można się schować. A przed czymś, czego nie potrafisz nawet zachować w pamięci? No właśnie.
„Wojna niepamięci” jest bardzo specyficzną książką. I mówię to jako komplement. To nie jest klasyczne science fiction, które prowadzi nas przez technologię, futurystyczne światy i wielkie kosmiczne konflikty. To połączenie science fiction, horroru, zagadki i filozoficznego niepokoju. Momentami dziwne. Momentami chaotyczne. Momentami naprawdę przerażające. Ale przede wszystkim – bardzo oryginalne.
Autor bawi się również samą formą opowieści. Pojawiają się raporty, dokumenty, fragmenty informacji i elementy, które sprawiają, że czytelnik musi sam składać historię z rozsypanych kawałków. Nie wszystko zostaje podane na tacy. I dobrze. Bo gdyby wszystko było jasne, ta książka straciłaby sporą część swojego uroku. Czytałam i próbowałam sobie poukładać wszystko w głowie.
A potem zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie próbuję poukładać czegoś, czego nie powinnam pamiętać. 😉 I właśnie wtedy dotarło do mnie, że „Wojna niepamięci” działa nie tylko jako historia. Ona jest trochę eksperymentem na czytelniku. Zmusza do obserwowania własnej percepcji. Do zastanowienia się nad pamięcią. Nad tym, co właściwie czyni nas nami. Bo jeśli odebrać człowiekowi wspomnienia, doświadczenia i wiedzę o własnej przeszłości…
ile z niego zostaje? I chyba właśnie ta warstwa książki została ze mną najdłużej. Pod warstwą horroru i antymemetycznych zagrożeń kryje się bowiem bardzo ludzka opowieść o pamięci. O relacjach. O stracie. O tym, jak ważne jest to, że pamiętamy ludzi, których kochamy. Bo czasami najbardziej przerażająca nie jest myśl: „Mogę umrzeć”. Tylko: „Mogę zapomnieć, że ktoś był dla mnie ważny.”I to jest myśl, która naprawdę potrafi zostać w głowie.
Czy książka jest idealna? Nie. Początek wciągnął mnie zdecydowanie mocniej niż niektóre późniejsze fragmenty. Bywa momentami zagmatwana i wymaga od czytelnika sporo uwagi. To zdecydowanie nie jest lektura typu „włączam autopilota i jadę”. Tutaj trzeba być obecnym. Trzeba łączyć fakty. Czasami zaakceptować, że nie wszystko rozumiemy. A czasami po prostu pozwolić historii poprowadzić się w miejsce, którego się nie spodziewaliśmy. I chyba właśnie dlatego tak dobrze ją zapamiętam. O ile oczywiście...ją zapamiętam.
„Wojna niepamięci” nie jest książką dla każdego. Ale jeśli lubicie historie dziwne, niepokojące i wymykające się prostym kategoriom – zdecydowanie dajcie jej szansę. Tylko uważajcie. Bo podobno antymemy są wszędzie. Może właśnie dlatego... nie pamiętamy, że je widzieliśmy.
A Wy?
Lubcie książki, które po przeczytaniu zostawiają Was z większą liczbą pytań niż odpowiedzi? Czy jednak wolicie, kiedy autor prowadzi Was pewnie od początku do końca?
I najważniejsze pytanie:
gdybyście mogły wymazać jedno wspomnienie ze swojej pamięci – zrobiłybyście to?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz