Agatha Christie znała się na truciznach jak nikt inny, a bohaterowie jej kultowych powieści stosowali je częściej niż jakąkolwiek inną metodę morderstwa. Wybór zabójczej substancji nigdy nie był przypadkowy. Każda z nich stanowiła wskazówkę. Każdy objaw był zagadką do rozwiązania.
Czy Wy macie świadomość jakie trucizny mogą Ci zaszkodzić? W jakich dawkach, jakie mają objawy i jaka może być do nich odtrutka?
W tej książce przejdziemy przez 14 historii w, których zostały użyte trucizny i ich zastosowanie w dokonanych morderstwach.
Wiemy, że Agatha wprowadzała do swoich powieści prawdziwe przypadki, którymi się inspirowała, więc prawdziwość zastowań tych trucizn jest prawdziwa. Zostały przytoczone trucizny:
arszenik, arsen, belladonna, atropina, cyjanek, naparstnica, eseryna, fosfor, konina, cykuta, akonityna, nikotyna, opium, morfina, kodeina, diamorfina, rycyna, strychnina, tal, weronal, barbiturana.
Dość dużo ich, prawda? Książka przekazuje nam informacje w jakich okolicznościach to się stało. Czy na daną truciznę istnieje antidotum? No nie na wszystkie i wszystko zależy od czasu, który upłynął od podania trucizny oraz jak została podana trucizna - czy doustnie, dożylnie bądź na ubraniach.
Strasznie uwielbiam książki, które zawierają w sobie tak rzetelne fakty i przypadki. Jest nad czym się zastanawiać, spojrzeć na różne przypadki z innej strony. Nie zapominając oczywiście o możliwościach testów wykrywających różne substancje. Obecnie mamy więcej możliwości niż w tamtych latach.
W legalnych uprawach na potrzeby przemysłu farmeceutycznego najpierw zbiera się makówki, z których nasiona trafiają do produkcji spożywczej, a następnie z pozostałych łodyg i liści, za pomocą rozpuszczalników, abstrahuje się morfinę.
Morfinę można za to wykryć nawet w larwach much, które żywiły się zwłokami osoby zatrutej tym lekiem.
Czy ktoś jeszcze w obecnych latach używa trucizn do morderstw? Ja osobiście mało o tym słyszę. Czy to w książkach czy w prawdziwym świecie. Moim zdaniem jest tak dlatego, że wyszukanie odpowiedniej trucizny, poznanie odpowiedniej dawki wiąże się z większym zaangażowaniem niż strzał z broni palnej bądź użycia noża. Oczywiście, że wiążą się z tym motywy danej chwili i powodu, ale taki spósób chyba zamiera. A co Wy o tym sądzicie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz